Losowy tekscik:
Kroki dudniły w mojej głowie ponurym rytmem i pomyślałam, że znowu znalazłam się na białej, piaszczystej plaży naprzeciw falującego łagodnie lazurowego morza. Wiem, o czym myślisz, Midal. Sądzisz, że Jedyny popełnił błąd pozwalając ci się urodzić. Uważasz, że byłoby lepiej dla ciebie i dla wszystkich, gdybyś nie istniała. Chcesz odejść, chcesz zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Chodź, Midal. Idź prosto przed siebie, Midal. Tam jest twoje schronienie. Woda sięgała moich łydek, potem kolan, tali, szyi, aż w końcu zanurzyłam się w niej całkowicie. Zagłębiłam się w morzu, a woda objęła mnie i ułożyła wygodnie. Zapadałam się w głębię, ale nadal mogłam oddychać, a oczy miałam otwarte. Spokojnie opadałam na dno, widząc jak światło słoneczne rozbłyskuje na powierzchni i jak delikatnie układają się fale. Opadałam tak głębiej i głębiej, promienie słońca stawały się coraz słabsze aż w końcu przestałam je widzieć. Zasypiałam w pokoju pod wodą. Modliłam się do Jedynego o to, by moje drobne ciało nie wypłynęło ku górze i do wody by pochłonęła mnie łagodnie...Było coraz chłodniej, coraz ciemniej i sądziłam, że właśnie tak zakończę życie, jednak z głębin oceanu ponownie wyrwał mnie głos kobiecy krzyczący wewnątrz mnie: Księżyc, Azelweni! O co, na Jedynego, mogło chodzić?!
Nagle mnie olśniło.
- Zaatakują tuż przed pełnią księżyca - zerwałam się gwałtownie, zaczęłam biec aż dotarłam niemal do krawędzi wzgórza. Wtedy nagle coś kazało mi się zatrzymać, a w duszy rozwibrował głos Cywii: Nie zawahasz się! Staniesz ze swoim wrogiem twarzą w twarz. Zadrżałam ze strachu, ale tym razem nie poddałam się temu uczuciu. Odwróciłam się gwałtownie, zaczęłam biec aż dotarłam niemal do krawędzi wzgórza. Wtedy nagle coś kazało mi się zatrzymać, a w duszy rozwibrował głos Cywii: Nie zawahasz się.
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie ku miejscu, gdzie opary zdawały się kumulować. Midaaal…Jak słodko brzmiało moje imię w jego ustach! Wszystko we mnie drżało z radości i podniecenia tak jakbym wybierałasię na spotkanie z ukochanym mężczyzną. Uśmiechałam się coraz szerzej i wyciągałam ręce ku mgle. Midaaal...Midaaal...Midaaal...Midaaal…
I wówczas ponownie odezwał się wewnątrz mnie ten sam kobiecy głos: Księżyc, Azelweni! O co, na Jedynego, mogło chodzić?!