Berdysz
   

   wszystkie

Losowy tekscik:



Gerren napadnie na twoją ziemię, Gerren upodli twoich poddanych, Gerren znajdzie sojuszników wśród tych, którzy wydają się twymi przyjaciółmi. To Gerren zniszczy pokój na twej ziemi.
Zimny wzrok Karvera, gdy wprowadzano mnie na szafot.
Kąśliwe słowa Rzezimieszka.
Szmaragdowe oczy Doriana, w których błysnęły jaskrawobiałą, złowrogą Mocą. Mieli podobne rysy twarzy i wzrost, odniosłam jednak silne wrażenie, że to podobieństwo nie jest naturalne, a zostało im w jakiś sposób narzucone, jakby na ich twarze zostały nałożone maski i w końcu dotarło do mnie, kim oni są. Elf Alcarin, tytan Derder i ainar Germael, wszyscy skazani na banicję z Ewerienny za próbę poszerzania Obszaru Gerren. Staniesz ze swoim wrogiem twarzą w twarz. Zadrżałam ze strachu, ale tym razem moje nerwy były w strzępkach i nie potrafiłam nawet otworzyć ust. Wszystko we mnie wzburzyło się we mnie na te słowa. Przykro mi, Mistrzu, ale ten jeden raz nie wykonam twojego polecenia!
- Zostawcie mnie samą z Synem Sonji - rzekłam bardzo spokojnie, jednak na tyle władczo, że wszyscy przywódcy bez zbędnych sprzeciwów opuścili polanę.
Gdy zostaliśmy sami, mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem aż w końcu Nadhir nie wytrzymał mojego spojrzenia. Odwrócił się do mnie i delikatnie zdjął z siebie moje ramiona.
- Dobrze. Skoro tak bardzo chcesz uczestniczyć w walce, to pozwolę ci stanąć między wojownikami. Ale obiecaj mi jedno, Azelweni! Daj mi słowo, że będziesz walczyć tylko magią, a nie mieczem.
Tym razem to on mnie zaskoczył. Przyznawałam mu w duchu rację, bo nie potrafiłam ich powstrzymać, a obrazy zaczęły jeszcze szybciej przesuwać się wizje, myśli, urywki wspomnień i obrazy, których znaczenia jeszcze nie rozmiałam i nad którymi, przede wszystkim, nie miałam żadnej kontroli.
Brzęk żelaza, jęki zarzynanych i przerażający wrzask nadal wylewających się z Jaskini gemarów.
Nadhir przedzierał się przez setki trupów ku wzgórzu, gdzie stałam.