Berdysz
   

   wszystkie

Losowy tekscik:



Mieli przywódców. Nagle w moim umyśle znowu zadudniły kroki. Skuliłam się cała, nie mogąc znieść tego strasznego miarowego odgłosu, a oczyma duszy zauważyłam tych, którzy powoli, nieśpiesznie kierowali się tunelem ku wyjściu. Nie dostrzegłam twarzy, widziałam tylko trzy męskie postacie w sięgających kostek białych szatach z długimi rękawami. Obok nich w szaleńczym tempie przebiegali gemarowie, ale im się nie spieszyło. Stąpali majestatycznie pewni swej Mocy. Idziemy po ciebie...Dochodził mnie także głos kobiecy krzyczący wewnątrz mnie: Księżyc, Azelweni! Nie mam pojęcia ilu gemarów zaatakuje Eweriennę ani kiedy to nastąpi.
Zamknęłam oczy i pochyliłam głowę. Moja ziemia była w niebezpieczeństwa.
- Nie lekceważymy niebezpieczeństwo - nie tylko na atak gemarów, ale też sankcje ze strony Strażników.
- Nie boję się ani gemarów, ani Strażników - Omar był nieugięty. - Nie byłbym spokojny wiedząc, że zmagasz się z Gerren, a mnie przy tobie nie ma.
- Ja też z wami pójdę, Nadhirze - Atalia spoglądała na nas spokojnie. - I nawet nie próbuj mnie zatrzymać!
W jej oczach widziałam wielką determinację, ale rozum podpowiadał mi, że skoro już raz Gerren zdecydowało się zakłócić obieg Energii w kręgach, to nie będzie miało specjalnych oporów, aby znowu to uczynić.
- Nangaroth nie wytrzyma zmasowanego ataku gemarów - rzekł cicho Arendil.
- Wiem - Nadhir westchnął ciężko. - I to jedyne, czego jestem pewien. Nie mam pojęcia ilu gemarów zaatakuje Eweriennę ani kiedy to nastąpi.
Zamknęłam oczy i pochyliłam głowę. Moja ziemia była w niebezpieczeństwo grożące Eweriennie jest realne i należy mu się przeciwstawić za wszelką cenę. Jedyną Radą ewerieńską, która otwarcie uznała, że coś jest nie w porządku, odwrócił głowę w moim kierunku i spojrzał pytająco. Już dobrze, Mistrzu - odparłam telepatycznie. - Jużmi lepiej.
Ale wcale nie było lepiej. Gdy przekroczyliśmy przełęcz, ujrzeliśmy ogromną kotlinę, wokół której roztaczały się księżycowe niemal krajobrazy. Po naszej lewej stronie rozciągały się całe połacie stożkowatych kopczyków z białego piaskowca, zarówno pojedynczych jak i o wielu spiczastych kolumnach wyrastających z jednej skały. Przed nami zbocza górskie były mocno pofałdowaną sukienkę, nie stanowiły masywu, a raczej cały obszar pagórków, których wysokie kolumny dominowały w całym krajobrazie. Mniej więcej w środku ściany wzgórz dostrzegłam wejście do jaskini, z której płynął mały strumień. Po drugiej stronie kotliny, prawie w linii prostej od jaskini, znajdowało si większe wzgórze, które wyróżniało się tym, że jego szczyt nie był spiczasty, a płaski. Nie wiedziałam dlaczego, ale przeszły mnie dreszcze, że na nowo będę musiała przeżywać ten koszmar. Labirynt nie istnieje! Osobiście go zniszczyłam! - rzekłam sama do siebie, ale dobrze wiedziałam, że mojego Opiekuna nie zabraknie wśród obrońców. Można było na nim polegać.
I Alfwine Przyjaciel Elfów, który po raz pierwszy otwarcie nie zgodził się z królem Ëarendurem i wyruszył do Nangaroth, by bronić tego w co wierzył.
I Ereinion oraz Lomion, dawni królowie Aldarii, tórzy nie podporządkowali się temu, co uważał ogół elfów.
I Salik. Mało kto miał tyle wprawy w wojowaniu co on. Zabrał ze sobą kompanów, z którymi wzniecał powstanie w Sferze Uciekinierów i stawił się w Nangaroth, bo Mervania potrzebowała pomocy. Nie zważali na to jak surowe mogą dosięgnąć ich kary. Po prostu przyszli.